mimo, że sobota. choć mówiąc
szczerze: w miejscu pracy. nie mam dzisiaj nic do zrobienia. nie pracuję w
weekendy, ale teraz to sytuacja wyjątkowa i trzeba mi tu być. tylko tyle. siedzę
i czytam. zacząłem od tygodnika powszechnego, i poprzez popularne czasopismo
psychologiczne doszedłem do biografii steinbecka. teraz piszę tę notatkę, zerkając
z zainteresowaniem na leżący obok numer pisma o zarządzaniu.
wczoraj ‘jeff buckley polish tribute’. wschodzące gwiazdy
polskiej muzyki zmierzyły się z legendą. nie wypadły wcale blado – rewelacyjnie nawet. wyszedłem z
jazzarium zamyślony, nie z winy muzyki jednak.
w popularnym czasopiśmie artykuł o odnajdywaniu szkolnych
miłości poprzez naszą-klasę. załogowałem się wieczorem i szukam. czytam ‘o
sobie’, oglądam zdjęcie, i jakoś nie czuję tego mocniejszego bicia serca –
bardziej ulgę. przeglądam więc profile, ale nie komentuję zdjęć, nie wysyłam
zaproszeń (bywa, że już nie muszę). byłoby to trochę nietaktem z mojej strony,
tak sobie myślę.
niedawo spacer aleją szucha. od placu unii lubelskiej po
plac na rozdrożu myślę o pięknej pani seidenman. nie dziwię się, rozumiem i
wstyd mi, że dawniej tego nie pojmowałem. wspaniała książka. tylko szkoda, że autor
okazał się oszustem i kanalią.
na uczelni sesja trwa, a mi już i sił, i chęci brak.
wybiegam myślami dalej, aż po studia podyplomowe, a przecież praca magisterska
mi wisi nad głową. 9 lipca muszę przedstawić rzetelny plan badania, wiedzieć
czemu to, i dlaczego tak. na razie nie wiem nic.