RSS
sobota, 28 czerwca 2008
warszawa w kwiatach, a ja w pracy.

mimo, że sobota. choć mówiąc szczerze: w miejscu pracy. nie mam dzisiaj nic do zrobienia. nie pracuję w weekendy, ale teraz to sytuacja wyjątkowa i trzeba mi tu być. tylko tyle. siedzę i czytam. zacząłem od tygodnika powszechnego, i poprzez popularne czasopismo psychologiczne doszedłem do biografii steinbecka. teraz piszę tę notatkę, zerkając z zainteresowaniem na leżący obok numer pisma o zarządzaniu.

 

wczoraj ‘jeff buckley polish tribute’. wschodzące gwiazdy polskiej muzyki zmierzyły się z legendą. nie wypadły wcale blado –  rewelacyjnie nawet. wyszedłem z jazzarium zamyślony, nie z winy muzyki jednak.

 

w popularnym czasopiśmie artykuł o odnajdywaniu szkolnych miłości poprzez naszą-klasę. załogowałem się wieczorem i szukam. czytam ‘o sobie’, oglądam zdjęcie, i jakoś nie czuję tego mocniejszego bicia serca – bardziej ulgę. przeglądam więc profile, ale nie komentuję zdjęć, nie wysyłam zaproszeń (bywa, że już nie muszę). byłoby to trochę nietaktem z mojej strony, tak sobie myślę.

 

niedawo spacer aleją szucha. od placu unii lubelskiej po plac na rozdrożu myślę o pięknej pani seidenman. nie dziwię się, rozumiem i wstyd mi, że dawniej tego nie pojmowałem.  wspaniała książka. tylko szkoda, że autor okazał się oszustem i kanalią.

 

na uczelni sesja trwa, a mi już i sił, i chęci brak. wybiegam myślami dalej, aż po studia podyplomowe, a przecież praca magisterska mi wisi nad głową. 9 lipca muszę przedstawić rzetelny plan badania, wiedzieć czemu to, i dlaczego tak. na razie nie wiem nic.

 

nie widzę tu miejsca na żadną sensowną pointę.

15:42, hnnssy
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6